21 Maj 2019
Pychoteam: Tak blisko...

5 Mistrzostw Krakowa, 1 Puchar Krakowa, sukcesy na Mistrzostwach Polski, bilans w tym sezonie - 17 zwycięstw, 1 porażka - to obraz naszego wczorajszego rywala, który również w tym roku pewnie zmierza po piąty z rzędu tytuł najlepszej drużyny miasta.
Naprzeciwko nasza dzielna drużyna, która do tego pojedynku przystępowała w bardzo dobrych nastrojach, po 6 ligowych zwycięstwach z rzędu.
Do tej pory z ekipą Roberta Pudłowskiego mierzyliśmy się trzykrotnie i nigdy nie mieliśmy powodów do wstydu. Mimo, że za każdym razem schodziliśmy z boiska pokonani, to pozostawialiśmy po sobie dobre wrażenie, a w dwóch pojedynkach rywal do końca musiał drżeć o wynik.
Liczyliśmy, że tym razem będzie podobnie, jednakże z happy endem dla naszej drużyny.
Wiedząc jaką siłą ofensywną dysponuje BJM, zdecydowaliśmy się dość głęboko cofnąć i na własnej połowie próbować przejąć piłkę. Schowani za podwójną gardą od czasu do czasu wychodziliśmy z kontrami, a po jednej z nich rywali uratowała poprzeczka. Kopiejka urwał się obrońcy i sprytnie próbował przelobować bramkarza. Brakło centymetrów.
Niestety, z każdą minutą wyglądało to coraz gorzej i do przerwy Miniony zaaplikowali nam 3 bramki. Najpierw dośrodkowanie z rzutu różnego na gola zamienił Reczulski, potem składną akcję całej drużyny strzałem sprzed pola karnego wykończył Pudłowski, a jeszcze przed przerwą prowadzenie podwyższył sprytnym niesygnalizowanym strzałem z "dużego palca" Grabowski.
My natomiast bardzo rzadko, zagrażaliśmy bramce BJM. Blisko gola był Anaszkiewicz który popisał się ładnym strzałem z dystansu, lecz na przeszkodzie tym razem stanął słupek.
Po przerwie miało być lepiej i było.
Czując się bardzo pewnie Miniony angażowali w atak pozycyjny nawet bramkarza, i raz nieomal nie zapłacili za to stratą bramki. Po odbiorze Rafa zdecydował się na strzał z własnej połowy do pustej bramki. Była to celna próba i powinniśmy się cieszyć z gola, natomiast na przeszkodzie stanął Grabowski, który celowo zatrzymał piłkę ręką na połowie boiska...
Faworyt dalej starał się kontrolować spotkanie, lecz nasza bardziej agresywna (lecz fair) gra powodowała, że częściej odzyskiwaliśmy piłkę i groźnie kontratakowaliśmy.
Pierwszą bramkę zdobył Kitliński, który ze stoickim spokojem wykończył podanie Sapały.
Od tej pory w grze BJM wkradło się sporo nerwowości i po cichu mogliśmy jeszcze liczyć na korzystny rezultat.
Nadzieje jeszcze bardziej wzrosły, kiedy Kopiejka dał naszej drużynie kontaktowego gola. Przeciwnicy przy rozegraniu kompletnie stracili z radarów naszego gracza, który wyskakując zza pleców obrońcy odebrał mu piłkę i skierował do bramki.
Do końca zostało 12 minut, a my coraz mocniej atakowaliśmy. Poprzeczka Rauczyńskiego, słupek Ziobry, strzał Sapały z 3 metrów, który twarzą obronił bramkarz, to tylko niektóre sytuacje, gdzie byliśmy o włos od bramki.
Oczywiście BJM też miało swoje okazje, ale końcówka spotkania zdecydowanie należała do Pychoteamu.
Niestety, do wyrównania zabrakło nam już czasu i po raz czwarty musieliśmy pogodzić się z porażką z mistrzem. Tym razem, chyba było najbliżej niespodzianki, chociaż daleko jesteśmy od stwierdzenia, że rywale wygrali niezasłużenie, gdyż w dalszym ciągu kultura gry i wachlarz wariantów w rozegraniu akcji ofensywnych ekipy Roberta Pudłowskiego zdecydowanie nas przewyższa, to uważamy, że pokazaliśmy się z dobrej strony i przy odrobinie szczęścia mogliśmy się pokusić w tym meczu o minimum o remis.
Pychoteam - BJM - 2:3
Bramki: Kitliński, Kopiejka
Skład: Rafa, Florczyk, Kopiejka, Rauczyński, Anaszkiewicz, Sapi Sapała, Patuła, Kitliński, Wojdak, Ziobro, Mik.
Naprzeciwko nasza dzielna drużyna, która do tego pojedynku przystępowała w bardzo dobrych nastrojach, po 6 ligowych zwycięstwach z rzędu.
Do tej pory z ekipą Roberta Pudłowskiego mierzyliśmy się trzykrotnie i nigdy nie mieliśmy powodów do wstydu. Mimo, że za każdym razem schodziliśmy z boiska pokonani, to pozostawialiśmy po sobie dobre wrażenie, a w dwóch pojedynkach rywal do końca musiał drżeć o wynik.
Liczyliśmy, że tym razem będzie podobnie, jednakże z happy endem dla naszej drużyny.
Wiedząc jaką siłą ofensywną dysponuje BJM, zdecydowaliśmy się dość głęboko cofnąć i na własnej połowie próbować przejąć piłkę. Schowani za podwójną gardą od czasu do czasu wychodziliśmy z kontrami, a po jednej z nich rywali uratowała poprzeczka. Kopiejka urwał się obrońcy i sprytnie próbował przelobować bramkarza. Brakło centymetrów.
Niestety, z każdą minutą wyglądało to coraz gorzej i do przerwy Miniony zaaplikowali nam 3 bramki. Najpierw dośrodkowanie z rzutu różnego na gola zamienił Reczulski, potem składną akcję całej drużyny strzałem sprzed pola karnego wykończył Pudłowski, a jeszcze przed przerwą prowadzenie podwyższył sprytnym niesygnalizowanym strzałem z "dużego palca" Grabowski.
My natomiast bardzo rzadko, zagrażaliśmy bramce BJM. Blisko gola był Anaszkiewicz który popisał się ładnym strzałem z dystansu, lecz na przeszkodzie tym razem stanął słupek.
Po przerwie miało być lepiej i było.
Czując się bardzo pewnie Miniony angażowali w atak pozycyjny nawet bramkarza, i raz nieomal nie zapłacili za to stratą bramki. Po odbiorze Rafa zdecydował się na strzał z własnej połowy do pustej bramki. Była to celna próba i powinniśmy się cieszyć z gola, natomiast na przeszkodzie stanął Grabowski, który celowo zatrzymał piłkę ręką na połowie boiska...
Faworyt dalej starał się kontrolować spotkanie, lecz nasza bardziej agresywna (lecz fair) gra powodowała, że częściej odzyskiwaliśmy piłkę i groźnie kontratakowaliśmy.
Pierwszą bramkę zdobył Kitliński, który ze stoickim spokojem wykończył podanie Sapały.
Od tej pory w grze BJM wkradło się sporo nerwowości i po cichu mogliśmy jeszcze liczyć na korzystny rezultat.
Nadzieje jeszcze bardziej wzrosły, kiedy Kopiejka dał naszej drużynie kontaktowego gola. Przeciwnicy przy rozegraniu kompletnie stracili z radarów naszego gracza, który wyskakując zza pleców obrońcy odebrał mu piłkę i skierował do bramki.
Do końca zostało 12 minut, a my coraz mocniej atakowaliśmy. Poprzeczka Rauczyńskiego, słupek Ziobry, strzał Sapały z 3 metrów, który twarzą obronił bramkarz, to tylko niektóre sytuacje, gdzie byliśmy o włos od bramki.
Oczywiście BJM też miało swoje okazje, ale końcówka spotkania zdecydowanie należała do Pychoteamu.
Niestety, do wyrównania zabrakło nam już czasu i po raz czwarty musieliśmy pogodzić się z porażką z mistrzem. Tym razem, chyba było najbliżej niespodzianki, chociaż daleko jesteśmy od stwierdzenia, że rywale wygrali niezasłużenie, gdyż w dalszym ciągu kultura gry i wachlarz wariantów w rozegraniu akcji ofensywnych ekipy Roberta Pudłowskiego zdecydowanie nas przewyższa, to uważamy, że pokazaliśmy się z dobrej strony i przy odrobinie szczęścia mogliśmy się pokusić w tym meczu o minimum o remis.
Pychoteam - BJM - 2:3
Bramki: Kitliński, Kopiejka
Skład: Rafa, Florczyk, Kopiejka, Rauczyński, Anaszkiewicz, Sapi Sapała, Patuła, Kitliński, Wojdak, Ziobro, Mik.
źródło: Pychoteam
379
FB-komentarze
Komentarze
Copyright © 2018 Monastyrski sp. z o.o.







Dodaj komentarz!